sobota, 28 września 2013

Giovanni's -dzień 3

Cześć wam. Wczorajszy dzień na całe szczęście zleciał, choć nie powiem, bo się strasznie dłużył. Zapewne podobnie będzie z dzisiejszym. Ech, weekendy to dla mnie katorga. Zwłaszcza kiedy teraz siedzę uziemiona w domu przez chorobę i tylko patrzeć aż się rzucę na jedzenie. MUSZĘ dać radę, MUSZĘ.
Drugi dzień jakimś cudem zaliczony, aczkolwiek bez ćwiczeń. Jestem okropnym leniem. Dodatkowo jesiennie dni są tak melancholijne... Sprawiają, że mogę całe dnie (a zwłaszcza wieczory) przeleżeć w łóżku pod kocem z dobrą książką.
Jutro wraca mama z Niemiec na 3 miesiące. To będą zmiany. Nie pamiętam kiedy ostatnio była na tak długo. Jedyne z czego się cieszę to to, że nigdy nie miała nic przeciwko mojej diecie. Wręcz gotowała dla mnie oddzielne obiady.
Jutro limit 300 kcal. Będzie ciężko, bo w niedzielę zazwyczaj jemy "rodzinny obiadek" i zasiadamy wszyscy razem do stołu. Niektórym może to się wydawać dziwne, ale w moim domu na tygodniu każdy je o własnej porze i nikt nikogo nie pilnuje (no chyba, że jest mama w domu...). Ale już myślałam nad tym i powiem, że się po prostu źle czuję. Nie mogą przecież we mnie wmuszać. 
Przedwczoraj w nocy, podczas rozmowy z kolegą dowiedziałam się, że mój przyjaciel, który od 6miesięcy jest na odwyku może zostać tam jeszcze 2 lata. Rzekomo nawet był na przepustce, ale w innym mieście i wracał albo najebany, albo naćpany. Po prostu cudownie. Poczułam ten znajomy ból w sercu, którego doświadczyłam ostatni raz podczas rozstania z chłopakiem. Myślałam, że takie rzeczy dzieją się tylko w filmach. Szara rzeczywistość. Czuję się okropnie źle, ale przynajmniej jeden plus- nie mam ochoty na jedzenie.
xo

2 komentarze:

  1. weekendy rzeczywiście są straszne. przez cały tydzień ładnie trzymam się diety, potem przychodzi sobota a ja jem wszystko co wpadnie mi w ręce. Cieszę się jednak, że ty dajesz radę i się nie poddajesz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz rację z tymi weekendami, dlatego staram się omijać kuchnię szerokim łukiem. A jutro dasz radę! Bedziesz z siebie dumna że zaliczyłaś te 300 kcal ;* Trzymaj się chudo!

    OdpowiedzUsuń