Drugi dzień jakimś cudem zaliczony, aczkolwiek bez ćwiczeń. Jestem okropnym leniem. Dodatkowo jesiennie dni są tak melancholijne... Sprawiają, że mogę całe dnie (a zwłaszcza wieczory) przeleżeć w łóżku pod kocem z dobrą książką.
Jutro wraca mama z Niemiec na 3 miesiące. To będą zmiany. Nie pamiętam kiedy ostatnio była na tak długo. Jedyne z czego się cieszę to to, że nigdy nie miała nic przeciwko mojej diecie. Wręcz gotowała dla mnie oddzielne obiady.
Jutro limit 300 kcal. Będzie ciężko, bo w niedzielę zazwyczaj jemy "rodzinny obiadek" i zasiadamy wszyscy razem do stołu. Niektórym może to się wydawać dziwne, ale w moim domu na tygodniu każdy je o własnej porze i nikt nikogo nie pilnuje (no chyba, że jest mama w domu...). Ale już myślałam nad tym i powiem, że się po prostu źle czuję. Nie mogą przecież we mnie wmuszać.
Przedwczoraj w nocy, podczas rozmowy z kolegą dowiedziałam się, że mój przyjaciel, który od 6miesięcy jest na odwyku może zostać tam jeszcze 2 lata. Rzekomo nawet był na przepustce, ale w innym mieście i wracał albo najebany, albo naćpany. Po prostu cudownie. Poczułam ten znajomy ból w sercu, którego doświadczyłam ostatni raz podczas rozstania z chłopakiem. Myślałam, że takie rzeczy dzieją się tylko w filmach. Szara rzeczywistość. Czuję się okropnie źle, ale przynajmniej jeden plus- nie mam ochoty na jedzenie.
xo


